Prawo do wychowania
Stoję w sklepie. Przede mną mocno opalona, choć już nie tak młoda kobieta. Podchodzi do niej dziecko, może 5-6 lat. Słyszę: "- 7 zł? Zwariowałeś? Dobrze się czujesz? Odłóż to". "- Co ty wyprawiasz? Czemu się kręcisz? Przestań natychmiast. Uspokój się."
Podobno to kobiety lepiej wychowują dzieci niż mężczyźni. Jak widać, nie w każdym przypadku. Czym będzie skutkować powyższa sytuacja? Bardzo często jedną z dwóch możliwości:
- albo dziecko będzie przelęknione i niedowartościowane, poddające się tłumom, bo od małego uczono go posłyszeństwa i karcono za "złe" zachowanie
- albo dziecko będzie chciało ukryć swoje emocje nie będąc autentycznym, a w głębi duszy będąc - przelęknionym.
Co z tym można zrobić? Edukować rodziców? A może dać wolną rękę, jak jest obecnie - w końcu to ich dziecko! Ale czy to daje im prawo nieświadomego szkodzenia drugiej osobie? Nie.
Co o tym sądzicie?

Jak dla mnie, sprawa wychowywania dzieci jest jak najbardziej poważna. To, że większość kobiet otrzymuje taką możliwość nie jest do końca dobre. Fakt, już od narodzin mają z nimi pewną więź, w końcu to one dbały o nie te 9 miesięcy (plus/minus)... czy to jednak wystarczający argument? Matką się nie rodzi, tę umiejętność oraz wyczucie się nabywa. Znam kilka przypadków mężczyzn, którzy w roli wychowującego sprawowaliby się lepiej.
Działać się powinno wspólnie. Wypełniać się nawzajem.
Dodaj nową odpowiedź